Łatwo zatrzymać chorobę, kiedy jest na początku, tak samo jak łatwo zatrzymać pociąg, który dopiero rusza, wystarczy podłożyć pod koła kamień, ale jak się rozpędzi, to wyhamować, a tym bardziej cofnąć, na co liczą pacjenci, jest naprawdę bardzo trudno – mówi w rozmowie z Kingą Konieczny prof. Andrzej Potemkowski. I radzi: dbajmy o zdrowie mózgu, bo wiele zależy od nas.
Chorobą Alzheimera określamy potocznie wszystkie choroby otępienne. Pod tym pojęciem kryje się jednak wiele schorzeń, często o różnych przyczynach i objawach. Otępienie alzheimerowskie jest tylko jednym z nich. Czym się różnią, czy utrata pamięci to główny objaw i jaki mamy wpływ na przebieg choroby? A także, czy chorują tylko seniorzy, czy warto się stresować, jak odpoczywać i dlaczego lampka czerwonego wina w starszym wieku może pomóc mózgowi – o tym mówi nam prof. Andrzej Potemkowski, neurolog, kierownik Katedry psychologii klinicznej i psychoprofilaktyki Uniwersytetu Szczecińskiego, współtwórca Ośrodka Terapii Zaburzeń Pamięci w Szczecinie.
– Dziś inaczej niż przed laty uważamy, że otępienie nie jest przyczyną, ale jednym ze skutków neurodegeneracji, czyli bardzo szeroko rozumianych uszkodzeń mózgowia – podkreśla prof. Potemkowski.
Choroba Alzheimera, a dokładniej otępienie typu alzheimerowskiego, jest jednym ze schorzeń otępiennych, wiodące, jeśli chodzi o częstość występowania, ale rodzajów otępień jest bardzo dużo. Na przykład otępienie naczyniowe, kiedy w mózgowiu tworzy się wiele zmian większych i mnóstwo drobniejszych, albo otępienie z ciałami Lewy’ego, gdzie mamy zespół objawów jak w chorobie Parkinsona, lecz bez charakterystycznego drżenia i równocześnie zespół objawów charakterystycznych dla otępienia. Kolejny rodzaj to otępienie czołowo-skroniowe, gdzie już u trzydziesto-czterdziestokilkulatka zaczynają występować zaburzenia charakterologiczne, zaburzenia pamięci, uwagi i koncentracji.
To akademicki podział, książkowy, zastrzega nasz rozmówca. W większości przypadków lekarze mają do czynienia z otępieniami mieszanymi, np. 80-letni pacjent ma zaniki kory mózgu, ale z powodu cukrzycy, nadciśnienia, chorób serca, może mieć też zmiany w naczyniach mózgowych. Jest to więc otępienie mieszane alzheimerowsko-naczyniowe.
– Czasami są wyjątkowe otępienia powiązane z genetyką, z mutacjami, bardzo trudne do diagnozowania szczególnie, gdy występują u osób młodszych – przyznaje prof. Potemkowski.
Kinga Konieczny: Skąd więc wiadomo, że to jest otępienie?
Prof. Andrzej Potemkowski: To bardzo ciekawe zagadnienie. Przychodzą czasem do gabinetu osoby 20-30-letnie wystraszone, że mają chorobę Alzheimera. Kiedy pytam co im dokucza, odpowiadają, że zaburzenia pamięci. Tymczasem, wiele innych zaburzeń jest utożsamianych z zaburzeniami pamięci, choć wcale nimi nie są. Wymagamy od mózgu, żeby zachowywał się jak komputer i zapamiętywał wszystko, a gdy mamy z tym kłopot, martwimy się, że coś się dzieje. Nie na tym polega istota tego zaburzenia. Nasz mózg nie chce zapamiętać wszystkiego, nie o to mu chodzi. Zaburzenia poznawcze to grupa objawów, a nie jeden wybrany objaw, czyli np. zaburzenie pamięci – bardzo ważne, aby to rozumieć. Diagnostykę zaczynamy więc od zestawu testów neuropsychologicznych, które pozwalają ocenić nie tylko pamięć, ale też funkcje językowe, orientację wzrokowo-przestrzenną, koncentrację, uwagę, zdolności manualne pacjenta i dopiero wówczas możemy powiedzieć, czy pacjent tylko myśli, że ma otępienie, czy rzeczywiście to otępienie ma.
Wykonać należy też rezonans magnetyczny albo pozytonową tomografię emisyjną oraz cały szereg badań laboratoryjnych, bo musimy pamiętać, że jest też cała grupa otępień tzw. przemijających np. niedobór witaminy B 12, zaburzenia poziomu hormonów tarczycy, które stwarzają wrażenie, że pacjent ma otępienie, a rzeczywiście są to zupełnie inne objawy, jedynie przypominające otępienie. Na tym polega specyfika diagnostyki: poruszanie się w szeregu badań, podsumowanie ich i próba odpowiedzi, z jakim typem otępienia mamy do czynienia. Analizując objawy, które mogą być w każdym otępieniu bardzo zbliżone, szukamy niuansów i porównujemy.
Pojawienie się objawów to znak, że choroba już długo jest z nami. Przez lata rozwija się podstępnie, nic o niej nie wiemy.
– Tak jest w neurologii, dotyczy to wielu chorób mózgu. Mózg jest takim dziwnym narządem, ma wiele defektów i potrafi te defekty ukrywać. Porównuję to do akumulatora w samochodzie: długo nie wiemy, że przestaje dobrze funkcjonować, zauważamy to dopiero, kiedy nie możemy uruchomić silnika. Podobnie z mózgiem, nie wiemy, kiedy zaczyna się psuć, przepraszam za to słowo. Osoby z otępieniem alzheimerowskim zaczynają rozwijać zaniki kory mózgu około 35-40 roku życia, upływa kolejnych 20 lat aż pacjent przekracza barierę rezerwy poznawczej. Oznacza to moment, kiedy mózg już nie może ukrywać swoich zmian i wtedy pojawiają się objawy.
Jeżeli czymkolwiek jesteśmy zaniepokojeni, lepiej zgłosić się do lekarza neurologa, psychiatry, geriatry i to jemu pozostawić ocenę sytuacji. W żadnym wypadku nie czekać. Nie akceptuję postawy wyczekującej: a może jeszcze nie teraz, może objawy miną. W Niemczech od pierwszych objawów do czasu rozpoznania upływa 10 miesięcy, u nas – 2 lata. To są 2 lata stracone! Im wcześniej zajmiemy się pacjentem, tym lepsze mamy efekty. Często używam takiego porównania, że łatwo zatrzymać chorobę, kiedy jest na początku, tak samo jak łatwo zatrzymać pociąg, który dopiero rusza, wystarczy pod koła podłożyć kamień, ale jak on już się rozpędzi, to wyhamować, a tym bardziej cofnąć, na co liczą pacjenci, jest naprawdę bardzo, bardzo trudno.
Zauważenie pierwszych objawów rzeczywiście może wymagać bardzo dużej dociekliwości i wyczulenia ze strony otoczenia, bo to może być na początku np. szukanie słowa, dłuższe przerwy podczas wypowiedzi, dziwne robienie kanapki, z dostrzegalną niezręcznością, nierozpoznawanie głosu bliskiej osoby przez telefon, nierozpoznawanie smaku. Tego typu niuanse powinny zwracać uwagę.
Łatwo je przegapić albo wytłumaczyć, np. przemęczeniem. Zresztą, nie tylko my mamy problem z oceną objawów. Aktorzy Robin Williams i Bruce Willis to sławni ludzie, z dostępem do najlepszych specjalistów, nie brak im też pieniędzy na leczenie, a jednak i oni mieli problemy z diagnozą.
– Bo to nie jest kwestia pieniędzy. Raczej wstydu, ukrywania objawów. W przypadku Bruce’a Willisa przecież wiedziano, że ma bardzo charakterystyczne zaburzenia mowy, afazja jest objawem otępienia, zaburzenia mowy wynikające z uszkodzenia ośrodków podkorowych są bardzo charakterystyczne, tylko trzeba przyjść do lekarza. To bywa najtrudniejsze. Na szczęście obecnie jest już z tym lepiej. Mówienie o chorobach znanych osób bardzo pomaga, podnosi świadomość. Pierwsza pomnikowa postać, o której dowiedzieliśmy się, że choruje to był prezydent USA Ronald Reagan. Dziś już nie jest tajemnicą, że kończył kadencję mając wyraźne otępienie. To była jedna ze ściślej strzeżonych tajemnic Białego Domu. A potem okazało się, że i Rita Hayworth chorowała, Helmut Schoen, trener wielkiej reprezentacji piłki nożnej, takich postaci możemy teraz wymieniać wiele. To sprawia, że ludzie przestają się bać, wstydzić.
Zaburzenia otępienne to coraz poważniejszy problem społeczny. Choruje coraz więcej osób na całym świecie. Wprawdzie na dwie przyczyny: geny i szkodliwe białka, które odkładają się w mózgu nie mamy wpływu, ale jednak nie jesteśmy bez szans. Coraz więcej mówi się też o profilaktyce. Na co mamy wpływ?
– Wpływ mamy duży, ale pytanie czy umiemy go wykorzystać? Jest szereg czynników modyfikowalnych, na które możemy wpływać. Należy do nich np. palenie papierosów. To jest czynnik, który bardzo źle wpływa na mózg. O 14 proc. zwiększa ryzyko rozwoju zaburzeń otępiennych! Cukrzyca – to może dziwić, ale nie wszyscy cukrzycy prowadzą prawidłowe leczenie albo w ogóle się nie leczą. Nadciśnienie, kolejny czynnik modyfikowalny – będziesz prawidłowo leczył ciśnienie, ryzyko spada. Choroby serca, głównie dotyczące miarowej pracy serca. To są bardzo ważne czynniki. Dieta – zdrowa, optymalna to śródziemnomorska, najprościej mówiąc, jemy: warzywa, owoce, rośliny strączkowe, orzechy. Ostatnio dodano kolejny ważny czynnik: zdrowe powietrze. Okazało się, że zanieczyszczenie środowiska w bardzo istotny sposób zwiększa ryzyko otępienia. Kolejna rzecz to nadwaga. Skąd się bierze? Z bezruchu. Jeżeli więc, ktoś mnie pyta o ryzyko otępienia, ja mu zadaję pytania o te właśnie czynniki: co z nadciśnieniem, cukrzycą, paleniem, ruchem, dietą, ale też pytam, jakie bodźce dostaje jego mózg. Pani pewnie dużo czyta, ale są ludzie, którzy w ogóle nie czytają. Kiedy pytam pacjenta co czyta, odpowiada, że prasę. My prasy nie czytamy, my ją zaledwie przeglądamy. Po przejrzeniu Newsweeka czy Polityki, pewne istotne wiadomości nam zostają, a reszta umyka. Natomiast czytanie książki to już całkiem inna sprawa. Na początku widzimy literki, czasami irytuje nas zbyt mała czcionka, ale potem już tego nie zauważamy. Wciąga nas fabuła, widzimy sceny kolory, akcje, opisy… Nie mówimy już o czcionkach, tylko tych wizjach, których autor nam dostarczył. I to są bodźce, których mózg potrzebuje, treningi najróżniejsze, aktywności. Ryzyko wtedy jest coraz mniejsze.
A stres?
– No tak, pozostały jeszcze dwa czynniki, o których nie wspomniałem – oprócz stresu jest jeszcze alkohol. Łatwo nam mówić unikaj stresu, ale przecież my ciągle jesteśmy narażeni na stres. W takich czasach żyjemy. Rozmawiam z pacjentami o polityce – jedni są za taką opcją, inni za inną, ale gdzieś są granice przeżywalności tego, trzeba o tym pamiętać. Nie można się tak angażować, żeby się wściekać i przestać nad sobą panować. Diabli mnie biorą, powiedział mi jeden z pacjentów, ale dlaczego? Po co? Przyswajaj pewne informacje, możesz się do nich odnosić krytycznie, ale jeżeli w rodzinie dochodzi do scysji na temat polityki, no to to są głupie stresy, całkiem niepotrzebne. Na wykładzie studentom czasami opowiadam o pacjentce, która wyznała mi: panie profesorze, panu to łatwo mówić, bo pan nie ma stresu w swoim życiu. Ja mam takie stresy, że to coś okropnego. Kiedy z ciekawości zapytałem jakie, usłyszałem, że jest sekretarką, prezes ciągle coś od niej chce: trzy kawy, dwie herbaty, pani skseruje to, pani przyniesie tamto. Kto wytrzyma takie życie? – pyta pacjentka. Dla kogoś z zewnątrz może się to wydawać banalne, co to w ogóle za stresy, ale dla tej osoby to stres nie do udźwignięcia. Każdy ma swój pułap, powyżej którego stres zaczyna być nie do zniesienia. A jeżeli tak się dzieje i trwa to przewlekle, wówczas w mózgu tworzy się zły hormon: kortyzol, który wpływa na nasz magazyn pamięci, czyli hipokamp. Komórki tego magazynu giną, on się zmniejsza. Ktoś kto ma zbyt mały magazyn pamięci, nie będzie mógł przyswoić tej wiedzy, którą właśnie przekazuję, nie może włożyć do magazynu, żeby potem mózg to poprzenosił w odpowiednie miejsca: wiadomości słuchowe przekierowuje gdzie indziej, wzrokowe gdzie indziej, różnego rodzaju osądy, wrażenia jeszcze gdzie indziej.
Oczywiście dystans do stresu jest konieczny, jeśli ktoś tego nie umie osiągnąć, powinien skorzystać z pomocy psychologa. Czasami trzeba to sobie uzmysłowić.
Drugi temat, który często pojawia się przy okazji otępień to wspomniany już alkohol. Oczywiście hepatolog, specjalista od wątroby, powie, że nie ma co dyskutować o dobroczynnej roli alkoholu, bo metabolizowany jest w wątrobie i wątroba codziennie, jeżeli ktoś spożywa lampkę wina, jest narażona na kłopot. I rzeczywiście badania pokazują, że u Francuzów i Hiszpanów chorób wątroby jest nieco więcej niż u tych, którzy piją inaczej, natomiast są też inne badania, bardzo szerokie i dokładne, które pokazały, że spożywanie niewielkich ilości alkoholu (siedem jednostek alkoholu na tydzień, to jest ok. jednej lampki wina codziennie) w starszym wieku, czyli 65, 70 lat, działa protekcyjnie, a więc ochronnie na mózg. Oczywiście to jest informacja, która musi być odpowiedzialnie przekazywana pacjentom. Ważne też, aby było to wino czerwone a nie białe, bo w czerwonym jest substancja, którą nazywamy resweratrol, ona pozytywnie działa na geny zmniejszające skutki procesu starzenia. Lampka czerwonego wina działa też przeciwstresowo.
Zastrzegam od razu, że badania wykazały też, iż picie w średnim wieku nie ma żadnego pozytywnego wpływu. Jeżeli ktoś myśli, że zacznie pić czerwone wino wcześniej na wszelki wypadek, ostrzegam – to nie zadziała.
Od stresu przeszliśmy do relaksu i tu się zatrzymajmy. Mam wrażenie, że z odpoczywaniem mamy problem. Bardziej skupiamy się na tym, by dostarczyć mózgowi bodźców, stymulować go, ale nie pozwalamy mu odpoczywać.
– To prawda. Pamiętajmy jednak, że dla każdego odpoczynek oznacza co innego. Opowiem na swoim przykładzie: jestem człowiekiem, który dużo pracuje umysłowo, z pacjentami, ze studentami, rozmowa z panią też jest rodzajem pracy. W związku z czym moją ulubioną formą wypoczynku jest ruch. Kiedy jestem w ogrodzie, to żona czasami mówi, wziąłbyś usiadł i odpoczął. Ale ja wolę chodzić, patrzeć na przyrodę, kwiaty, chwasty, zastanawiać się czy je wyrwać, czy nie wyrwać. Aktywność ruchowa przeciwdziała skutkom zmęczenia psychicznego. Jeżeli natomiast ktoś jest na emeryturze, to całkiem inna sprawa. Ja uważam, i uczę tego moich pacjentów, że trzeba mieć pasję, hobby, umieć się czymś zajmować. Mam taką koncepcję, oczywiście nie jest zbyt mądra, raczej z gatunku idea fix – otóż uważam, że człowiek, który odchodzi na emeryturę i nie wie czym ma się zajmować, powinien oddać telewizor, bo to jest koszmar, kiedy ktoś po śniadaniu siada i gapi się w telewizor do obiadu, a kiedy go zapytamy, co tam widział ciekawego, nic nie jest w stanie opowiedzieć. Odpoczynek powinien być odpoczynkiem aktywnym. Można spróbować arteterapii, czyli bardzo prostych czynności: malowanie, rysowanie, ogród to też jest terapia, podobnie jak las. Idź do lasu jesienią, zobacz te złote kolory, idź wiosną, kiedy zaczynają ptaki się budzić do życia, śpiewają, rośliny się zielenią. Każda pora ma swoje uroki. Leczenie lasem, leczenie ogrodem jest nam bardzo potrzebne. Mieliśmy na Dniu Mózgu, który od lat współorganizuję, piękny wykład profesora Tomasza Trojanowskiego o leczeniu podglądaniem ptaków. Polecam! Można robić dużo dla swojego mózgu, a przez to także dla siebie i swojego dobrostanu.
Wiele osób boi się choroby, bo mama miała, tata miał, więc ja też na pewno zachoruję. I z takim lękiem przychodzą do mnie. Choroby Alzheimera się nie dziedziczy. Jeśli mama miała zaburzenia alzheimerowskie, to wcale nie jest powiedziane, że córka też będzie je miała. Możemy tę sytuację porównać do talentu. Dziecko muzyka nie musi być fantastycznym muzykiem, ale wychowuje się w domu, gdzie jest dużo muzyki. Mówimy wtedy nie o dziedziczeniu, ale o odziedziczalności, to są dwie różne sytuacje. Od rodziców otrzymuje się jedynie pewną tendencję. Dziecko osoby z chorobą Alzheimera nie może mieć przekonania, że tę chorobę będzie miało. Ale ma obowiązek o siebie i swój mózg zadbać. Oddalić wszystkie czynniki ryzyka i sprawić, by mózg miał z życia frajdę, a nie udrękę. To nasze zadanie.
Artykuł powstał we współpracy z fundacją „Co z mamą?” – alzheimer-szczecin.pl
Pozostałe artykuły powiązane z podkastami:
- Rozmowa z prof. prof. Iwoną Rotter (Dobra kondycja fizyczna wpływa na funcje poznawcze): https://podcasters.spotify.com/pod/show/co-z-mama/episodes/Dobra-kondycja-wpywa-na-funkcje-poznawcze—rozmowa-z-prof–Iwon-Rotter-e2iv516
- Rozmowa z Karoliną Jurgą (Idealny opiekun nie istnieje): https://podcasters.spotify.com/pod/show/co-z-mama/episodes/Idealny-opiekun-nie-istnieje—rozmowa-z-Karolin-Jurg-e2iv55c



Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam wywiad z prof.Potemkowskim i otrzymałam w nim odpowiedź na moje „strachy” o alzheimerze.Moja mama(93 lata)od kilku lat zmaga się z tą chorobą a ja żyję w strachu że też taka będę… dziękuję za podpowiedzi i sugestie Panie profesorze.