Powiedz sobie „TAK”

0
670

Jesteśmy stworzeniami stadnymi. Chęć bycia połączonym z kimś, zobaczonym przez kogoś i przyjętym jako „swój” jest najsilniejszym motorem naszych działań. Poczucie przynależności do grupy jest dla nas, ludzi, niezwykle nagradzające. Gdyby opiekunowie seniorów byli częściej dostrzegani i uznawani, prawdopodobnie znacząco poprawiłoby to jakość ich życia.

Cykl „Opiekun, a nie bohater” oświetla różne aspekty tej roli, zadania czy obowiązku – podejścia pewnie nieco się różnią – które polega na pomocy i regularnej, zwykle codziennej opiece nad starzejącym się człowiekiem. O ile w społecznej świadomości i w języku obecny staje się senior, to jego opiekun wciąż jest kimś słabo widocznym lub wręcz niewidocznym. Oczywiście – nie każdy senior implikuje obecność opiekuna. Ale senior mało samodzielny, z licznymi chorobami, niepełnosprawny, uwięziony w mieszkaniu na czwartym piętrze w bloku bez windy jest zdany na kogoś.

W domyśle, opiekun, do którego kierujemy te posty, jest spokrewniony z seniorem lub blisko z nim związany. Zakładamy bowiem, że ci zawodowi uzyskują odpowiednie przygotowanie do swojej profesji, które chroni ich przed wyczerpaniem, wypaleniem czy wchodzeniem w rolę heroicznego pomagacza nie do zastąpienia. A dostrzeżenia i wsparcia wymagają ci, tzw. nieprofesjonalni.

Być zrozumianym

Już samo określenie „nieprofesjonalni” niesie ze sobą zanegowanie i może prowadzić do błędnego skojarzenia, że chodzi o kogoś mało ważnego. Na dodatek, najczęściej seniorami opiekują się ich dorosłe dzieci, czyli osoby też w sile wieku. Społecznie, ludzie z tej grupy wiekowej i bez tego są postrzegani, jako mało wyraziści i nie wymagający zainteresowania. Piękne są historie rodzin, w których do opieki nad starzejącą się, mało samodzielną i schorowaną osobą ustawia się kolejka chętnych. Przyciągają uwagę tym bardziej, że rzadko możemy je usłyszeć. Częściej jedna osoba – rodzinny delegat – bierze na siebie tysiąc spraw formalnych oraz codziennych, związanych z przeżyciem wszystkiego, z czym mierzy się starzejący się człowiek. I niełatwo znajduje kogoś, z kim mógłby się tym podzielić, opowiedzieć, być zrozumianym. Mało tego – nie ma na to dobrego języka, który nie brzmiałby jak skarga, wypominanie, okazanie słabości i być może bezduszności. Kto chciałby być o nie posądzonym? Z powodu osamotnienia w roli, ale też ogromu spraw, którym musi sprostać, opiekun często przeżywa konflikt między przekonaniem o swojej nadludzkiej sile a bezradnością i zwątpieniem. Przykładem jest choćby doświadczenie pani Marii, opiekującej się chorą mamą, które opisaliśmy niedawno na naszym portalu (https://senioport.pl/zdrowie/kiedy-wezwac-pogotowie-ratunkowe-do-seniora/).

Potrzeba przynależności

Abraham Maslow, psycholog, który stworzył tzw. piramidę ludzkich potrzeb, wyróżnił pięć ich poziomów, czyli ułożył je hierarchicznie. Zaspokojenie najbardziej podstawowych jest – według tej koncepcji – niezbędnym etapem, krokiem do zrealizowania następnych. I tak u podstawy piramidy są potrzeby fizjologiczne, nad nimi – potrzeba bezpieczeństwa. Kolejne piętra to: potrzeba przynależności, potrzeba uznania i potrzeba samorealizacji.

Zaspokojenie potrzeby poczucia przynależności jest w tym układzie niejako centrum, które promieniuje na resztę, jest niezbywalnym etapem dalszego psychicznego wzrostu. Dzięki niemu możemy być zmotywowani, twórczy, sprawczy, mieć poczucie, że nasze życie ma sens, a jego elementy składają się na spójną i potrzebną całość. Bez tego każdy dzień, każde działanie, każdy krok jest osobnym elementem układanki, której brakuje jednak ram. Jakbyśmy dostali do ręki worek puzzli zebranych z kilku różnych zestawów. Coś będziemy dopasowywać, coś wciskać na siłę, jakiś kawałek nieba, drzewa czy budynku uda się nawet ułożyć, jednak bez poczucia całości i bez widoku na nią. A naszą psychiczną reakcją na podejmowane wysiłki będzie frustracja, zmęczenie, bezradność, żal, może nawet rozpacz.

Być razem

Dążymy więc do bycia razem – w parze, w rodzinie, w grupie przyjacielskiej czy np. zawodowej, twórczej, w stowarzyszeniu itp. Instynktownie poszukujemy jakkolwiek opisanej grupy, określonej cechami i nazwami, które mogą nas zdefiniować i uczynić rozpoznawalnymi, czyli też branymi pod uwagę. Rozumiemy, czy raczej na bardzo głębokim poziomie odczuwamy, że to zwiększa nasze szanse na przetrwanie, zapewnienie sobie bezpieczeństwa, na uzyskanie pomocy.

Lubimy słuchać historii o postępach w rozwoju dzieci, o zawodowych sukcesach młodych, o śmiesznych zachowaniach zwierząt domowych. Te opowieści znajdują dla siebie miejsce w społecznej przestrzeni. Zanim świat otworzy się bardziej na doświadczenie opiekunów osób starszych, okaże im zainteresowanie i uznanie, dobrze byłoby sobie samemu powiedzieć „TAK” w tej roli, a w kolejnym kroku poszukać kontaktu z innymi opiekunami i być może zawiązać grupę wsparcia. Ci, którzy do takich należą – jak np. tej pod auspicjami Fundacji „Co z mamą” – potwierdzają, że warto.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj