Ciekawe, jak mogłoby brzmieć w całości ogłoszenie zapoczątkowane taką frazą? Współcześni opiekunowie są grupą ludzi, którzy bardzo potrzebują pomocy, ale rzadko po nią sięgają. Potrzeba więc rozprawienia się z wieloma mitami.
Cykl „Opiekun, a nie bohater” publikowany jest w tym miejscu od ponad roku. Kilkanaście tekstów poświęconych jest głównie dawaniu, jego okolicznościom i konsekwencjom. Opiekunowie seniorów, którzy często skarżą się na przeciążenie, zmęczenie, zapytani wprost o swoje potrzeby, zwracają uwagę na różne aspekty.
– Słyszałam, jak mama chwaliła się przyjaciółce w rozmowie telefonicznej: „Mam dobrą opiekę” – mówi Małgorzata. – I coś mnie mocno w tej pochwale uwierało. Była mało osobista. Wołałabym usłyszeć „Mam dobre dzieci”.
Rzeczywiście, coś jednak mocno nienaturalnego jest w pomieszaniu tych ról, a samo słowo „opieka” niesie ze sobą obcość, nijakość i trud. Więcej porządku byłoby z zagwarantowania i zorganizowania opieki systemowo, a do córek i synów należałaby troska. Trudno mówić o sobie „jestem opiekunką swojej matki” bez poczucia, że dzieje się coś niezwyczajnego. Brakuje tu jakiegoś zdefiniowania, odrębnej tożsamości, niekojarzącej się z instytucją i szanującej pokrewieństwo.
Wytchnienie
Potrzeba też opiekunom odetchnąć. Żeby odetchnąć, powinni osobiście uznać – ale też otrzymać społeczne wsparcie w tym – że opieka nad rodzicem to ich rola, w której nie muszą być przez cały czas, że mają prawo z niej wychodzić. I znowu konieczne są systemowe rozwiązania, instytucjonalne, więcej miejsc czasowego pobytu dla seniorów, bardziej dostępnych formalnie i finansowo. To byłyby realnie działające mechanizmy czasowego zwalniania opiekunów z ich obowiązków, dawania im wytchnienia.
Pojawiają się już oferty wyjazdów wytchnieniowych czy warsztatów relaksacyjnych dla opiekunów. Potencjalni chętni nie stoją w kolejkach, bo trudno – przy dzisiejszej opiekuńczej partyzantce – zadeklarować się z dużym wyprzedzeniem i znaleźć za siebie zastępstwo przy rodzicu na tydzień. Trudno z przyczyn organizacyjnych, ale też m.in.: ze strachu przed oceną, że to fanaberia, kiedy panuje trend na nieujawnianie się ze swoimi trudnościami.
– Są też blokady mentalne – zauważa Robert, na co dzień, wymiennie z prywatną opiekunką, zajmuje się matką. – Obecni opiekunowie swoich rodziców to pokolenie tzw. „zap…”, które zawsze „dowozi”.
To pokolenie nieustawania w wysiłku i wiecznego dorabiania się. Przez splot historycznych zdarzeń i społeczno-ekonomicznych okoliczności uwierzyli, że mogą wszystko, jeżeli tylko wystarczająco się postarają. Jednocześnie w domu nierzadko odebrali wychowawcze wskazówki w stylu „siedź w kącie, znajdą cię”.
– Do tego jeszcze słyszeli, że na rodzinę nie można się skarżyć, bo rodzina jest największą wartością – kontynuuje Robert.
Wsparcie
W konsekwencji, współcześni opiekunowie są więc grupą ludzi, którzy bardzo potrzebują pomocy, ale rzadko po nią sięgają. Potrzeba więc rozprawienia się z wieloma mitami, m.in. o wszystko znoszącej miłości w rodzinie. Co zrobi miejsce na unormalnienie zmęczenia, niechęci, strachu, obrzydzenia, jako naturalnego odruchu. Prawdopodobnie przysłużyłoby się temu więcej miejsca w przestrzeni publicznej, mediach, w debacie polityków oraz szersza reprezentacja opiekunów w filmach czy reklamach.
Opiekunom nieprofesjonalnym szczególnie brakuje pomocy w ocenie stanu zdrowia seniora i zachodzących w nim zmian. Zorganizowanie wizyty domowej lekarza rodzinnego jest trudne, nie wszystko kwalifikuje się do wzywania karetki pogotowia.
– Zamarzyło mi się, że w pewnym wieku każdemu z nas byłby przypisany konsultant medyczny – zdradza Olga, zaangażowana w opiekę nad sędziwym ojcem. – Podobnie, jak mnie, jako młodej kobiecie przypisano w poradni medycyny rodzinnej położną, choć nigdy nie planowałam macierzyństwa. Ów konsultant, gdy zaszłaby taka konieczność, byłby wsparciem w realnej ocenie różnych objawów występujących u seniora. Nam zwyczajnie brakuje odpowiedniej wiedzy. I bywa, że odchodzimy od zmysłów.
Profesjonalna pomoc
I jeszcze profesjonalna pomoc, tzw. dedykowana, dla opiekunów w miejscach, gdzie ci mogą się pojawić, zwykle ze swoimi seniorami lub w ich sprawie. To, naturalnie, wszelkie urzędy, instytucje opieki czy systemu medycznego. Najwięcej odsłon z tekstów opublikowanych dotychczas w cyklu „Opiekun, a nie bohater” miał ten pt. „Jak skorzystać ze swojego prawa do opieki nad bliskim w szpitalu”. Zainteresowanie nim pokazało, że opiekunowie potrzebują przewodnika, odciążenia, pokierowania. I często nie dlatego, że im samym brakuje wiedzy lub umiejętności. Raczej dlatego, że w stresie i przeciążeniu mogą nie mieć do nich dostępu.


