Opiekujący się swoimi starzejącymi się rodzicami każdego dnia oswajają w sobie tę dziwną rolę między wymagającym i opiekuńczym dorosłym a oddanym dzieckiem.
Nie czas już na to, żeby z okazji Dnia Matki narysować laurkę świecowymi kredkami, ale kilkoro opiekunów podzieliło się odważnie tym, jak teraz widzą swoje matki. W ich wypowiedziach da się zauważyć, że są zaciekawieni i dbają o relację, a to najlepsze antidotum na przeciążenie i zmęczenie.
Anna
– Prawdziwym błogosławieństwem jest, że mama kontroluje swoją fizjologię i bardzo ceni sobie czystość – zauważa Anna. – Do tego współpracuje, dopomaga ile może, chętnie poddaje się opiece, zwyczajnie nazywa wszelkie swoje potrzeby, nie przeżywa wstydu ani upokorzenia, jest otwarta w kontakcie. Taka zawsze była. Moja mama nigdy nie była apatyczna, znudzona zrezygnowana. Mojej mamie nigdy nie było wszystko jedno, w żadnej sprawie, która dotyczyła jej osobiście. Zupa musiała być taka, smak ciasta musiał być ten, posprzątane teraz, przyniesione wczoraj, skarpetki takie, sukienka dopasowana tak, krem o takim zapachu i działaniu. Mogę mnożyć dowolne przykłady. Mojej mamie nigdy nie było obojętne. Nic, co jej dotyczyło, ani na co skierowała uwagę, nie było dla niej letnie. Zdaje się, że przez lata odbierałam to, jako uciążliwość, a teraz błogosławię. Ta jej jakość procentuje w ożywieniu, aktywności na jej miarę, we współpracy przy codziennych opiekuńczych czynnościach.
Lidka
– Kiedy tylko wchodzę do domu i przejmuję na czas swojej obecności całodobową opiekę, mama wchodzi w to, jak w jedyną rzeczywistość – opisuje Lidka. – Nie pyta o nic związanego z moim życiem, ze światem zewnętrznym. Może boi się, że zaraz zniknę? Nie bierze pod uwagę, że mam za sobą podróż, a wcześniej kilka godzin zawodowej aktywności – jakże odległej z tej perspektywy. Natychmiast angażuje mnie do swoich spraw. Gdera jedynie, że mam za zimne dłonie. I ja też już, z rozpędu, jestem w środku rzeczy. Wszystkie są tak samo ważne i pilne – gdyby tylko opierać się na tym, co zgłasza mama. To też z mojej postawy wynika, że niczego nie da się nadrobić, podgonić, uwolnić kawałka czasu. Następuje kosmiczne przyspieszenie: więcej jedzenia, więcej wydalania, więcej potrzeb. Mam wrażenie, że im większej wprawy nabieram, tym bardziej sprawy napierają. Pochłoną dokładnie tyle energii, ile im oddam. Opieka nad drugim człowiekiem może pochłonąć, pożreć.
Janusz
– Zmieniam się z siostrą w opiece nad mamą – dodaje Janusz. – Za każdym razem przy pierwszej toalecie, przy pierwszym posiłku mama instruuje mnie ze znawstwem, jak nowicjusza. Mówi tonem, w którym miesza pouczanie z irytacją na mało pojętnego ucznia. Byłoby szybciej, gdybym to wszystko, co jest do zrobienia po prostu robił, ale trzeźwieję i oddaję jej pole. Niech myśli, niech planuje, niech tym wszystkim wciąż zarządza, niech dysponuje swoją mocą. Przede wszystkim jest skupiona na swoich potrzebach, żeby jej było dobrze. Pierwsze chwile to czas na zharmonizowanie, złapanie wspólnego rytmu na te kilka wspólnych dni mojej zmiany w opiece nad nią. To czas na zdobycie zaufania, rozluźnienie ostrożności. Czy ona już nie pamięta, że potrafię się nią za każdym razem zaopiekować?
Bogdan
– Uwielbiam, gdy żartuje – to o swojej mamie mówi Bogdan. – Mama zawsze była śmieszką, a gdy żartuje teraz, to wiem, że ma dobry dzień. Gdy zapowiadam, że trochę się spóźnię, słyszę „Dobrze. Ja tak od razu nie umrę, sam zobaczysz”. Przy zmienianiu pieluchy komentuje „Uważaj tylko, bo mi cycki tak obwisły, że je zaraz w pieluchę zawiniesz”. Śmiejemy się, gdy smaruję jej ciało kremem. Śmiejemy się z obwisłej skóry, z rąk jak skrzydła kurczaka oskubanego na rosół. Przygląda się sobie w lustrze. Trzymając z wysiłkiem obiema dłońmi grzebień, czesze mgiełkę włosów i komentuje: „No patrz, co to się porobiło z człowiekiem?”.


