Gorąca linia relacji

0
1011

Wysłuchanie jest realną, namacalną, skuteczną formą pomagania. Ba, jest nawet formą leczenia. W ślad za wysłuchaniem nie zawsze muszą iść – bo nie zawsze są możliwe – konkretne zalecenia. Ulgę przynosi już samo to, że zostaliśmy zobaczeni ze swoją trudnością, że z kimś podzieliliśmy się przeżywanymi emocjami. Zostaliśmy przyjęci bez oceny i bez pospiesznego pocieszania.

Czekamy na świąteczny czas z nadzieją, że odpoczniemy, dotkniemy jakiejś wyjątkowości i prawdy, a życie złapie swój naturalny rytm. Przyjrzymy się w końcu sprawom, którym w codziennej gonitwie nie możemy poświęcić dość uwagi. Wyobrażamy sobie, że dzięki temu wzmocni się bliskość z innymi, przyjdzie spokój i radość, znajdziemy łagodne rozwiązanie dręczących problemów. I taki scenariusz jest wielce prawdopodobny.

Chociaż warto uświadomić sobie, że świąteczny czas odejścia od porządku codziennych obowiązków i rutyny radzenia sobie z nimi sprzyja też konfrontacji z trudnościami. Świetnie oddaje to krążący w internetach mem podpisany „Ten okres między Świętami Bożego Narodzenia a Nowym Rokiem, gdy nie wiesz, który to dzień tygodnia, kim jesteś i co właściwie powinieneś robić”. Jego popularność pokazuje, że to dość powszechne – doświadczamy dezorientacji, dezintegracji i immobilizacji. Już po chwili takiego stanu obezwładnienia poszukujemy ratunku.

Koło ratunkowe

W sukurs potrzebom – trochę jak koło ratunkowe – przychodzi zjawisko noworocznych postanowień. Ich ciężar bywa wprost proporcjonalny do bezradności, którą poczuliśmy chwilę wcześniej. Stajemy więc mentalnie – w końcu to poSTANOwienia – do walki o lepsze życie dla siebie i reszty świata. Decydujemy się na bycie sprawniejszym, nareszcie skutecznym, zdrowszym, lepiej zorganizowanym, nieugiętym w zmaganiach, pracowitszym, idealnym człowiekiem. Zasobów do realizacji powyższego planu wystarczy – bądźmy szczerzy – nie na dłużej, niż na trochę. Koło ratunkowe okazuje się betonowe.

Bardzo prawdopodobne, że imperatyw przeżywania – najpierw wesołych świat, gdy wszystko jest cudownie możliwe, a potem podejmowania życia na nowo z dniem 1 stycznia, od kiedy to własnym wysiłkiem poradzimy sobie z tym, co jednak problematyczne i nieugięte – stoi za zjawiskiem gorącej linii. To robocza nazwa, którą przyjmuję tutaj, by oddać wzmożoną aktywność wszelkich telefonów zaufania, telefonów pomocowych, zwracania się różnymi drogami do doradców, grup wsparcia, terapeutów, lekarzy. Nawet nieco ośmieszany szturm na siłownie i diety można podciągnąć pod tę samą gorącą linię. Szukamy kontaktów, relacji i osób, od których dowiemy się, co robić.

Mam przykład. Podobne wzmożenie odnotowała akurat grupa wsparcia dla opiekunów i bliskich osób z chorobą otępienną Fundacji „Co z mamą?”. Tuż po 1 stycznia telefon rozdzwonił się:

– Mąż jest ostatnio agresywny, leki przestały pomagać, a lekarz na NFZ dopiero za dwa tygodnie. Co robić?

– Mama wciąż o coś mnie oskarża, a sąsiadom wykrzykuje, że ja chcę ją zabić. Nie przyjmuje leków, nie pozwala się zawieźć do lekarza, nie daje się umyć. Co robić?

– Tata jest w domu dziennego pobytu, ale już dają nam do zrozumienia, że jego stan za bardzo się pogorszył: nie uczestniczy w aktywnościach, nie nadaje się, inni czekają na miejsce. Co robić?

Potok słów opisuje kolejne sytuacje, w których tak trudno wykrzesać siły i nadzieję. Sakramentalne pytanie „Co robić?” wywołuje do odpowiedzi. Dyżurujący przy telefonie – tak samo opiekunowie osób z chorobą otępienną – znają temat od podszewki i codziennie praktykują w tej samej trudnej dziedzinie. Ileż daliby, żeby znaleźć właściwe rozwiązanie i udzielić wskazówek ze spokojnym przekonaniem, że prowadzą do celu? Czują ogromną ulgę, gdy mogą udzielić praktycznych porad. Niekiedy jednak pozostaje wysłuchanie. Przychodzi na myśl, że to bez wartości, że to TYLKO wysłuchanie.

Skuteczna forma pomagania

– Nie mogę długo rozmawiać, bo muszę dziecko odebrać z zajęć, a potem pędzę do mamy. Zadzwonię innego dnia. Dziękuję, że mogę zadzwonić.

To także słowa kogoś, kto zadzwonił do grupy wsparcia. Pokazują one ogromną zasadność istnienia takich miejsc, społeczności, kontaktów. Wysłuchanie jest bowiem realną, namacalną, skuteczną formą pomagania. Ba, jest nawet formą leczenia – odnotowaną w dokumentacji medycznej po wizycie u psychiatry. W ślad za wysłuchaniem nie zawsze muszą iść – bo nie zawsze są możliwe – konkretne zalecenia. Ulgę przynosi już samo to, że zostaliśmy zobaczeni ze swoją trudnością, że z kimś podzieliliśmy się przeżywanymi emocjami. Zostaliśmy przyjęci bez oceny i bez pospiesznego pocieszania. Niekiedy wysłuchujący powie coś od siebie i wtedy nasze doświadczenia zyskują nazwę, okazują się bardziej powszechne, dotyczą nie tylko nas, inni też je znają. Tylko tym, co nazwane, można się zająć – tylko to, co nazwane, może być zmienione. I choć jeszcze nie wiadomo, co zrobić, kiedy „Mama wciąż o coś mnie oskarża, a sąsiadom wykrzykuje, że ja chcę ją zabić”, to można nazwać i przyjąć swoje naturalne w tej sytuacji uczucia, np. wstydu czy smutku. Okaże się, że częścią tej sytuacji jest nie tylko to, co robi mama, ale także to, jak ja to przeżywam, czemu stawiam opór i oddaję życiową energię, a co niekontrolowanie zalewa mnie. Zorientuję się wtedy, że być może w odpowiedzi na pytanie „Co robić?” zawarte jest też dbanie o własne potrzeby.

Usłyszałam ostatnio, że są słowa, których nie należy mówić ludziom poważnie chorym, przeżywającym sytuacje graniczne, skomplikowane problemy, obciążonym ogromną odpowiedzialnością i niewiadomą. Zanim padły, przyszło mi na myśl, że chodzi o to, by im nie złorzeczyć, nie uprzykrzać, nie obarczać, by nie odbierać nadziei. Okazało się jednak, że nie należy mówić tym ludziom „Będzie dobrze”. Jak to? Cóż złego jest w słowach „Będzie dobrze”? Kto im zrobił taką złą sławę? Może czas na odczarowanie? Będzie dobrze – choć nie będzie idealnie, nie będzie dokładnie tak, jak byśmy chcieli. Może takie rozwinięcie przywróci te słowa do naszych kontaktów, relacji, do wsparcia i wysłuchania.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj