Po pierwsze: pamiętaj siebie

0
589

Czy podchodzą do niego z szacunkiem? Czy widzą w nim człowieka? Czy szanują jej godność? Czy zwracają uwagę na jej autonomię, odrębność, osobowość? Jak się do niej zwracają? Czy to nie jest zwykła przechowalnia? Takie pytania nurtują nas często, jeśli w opiece nad starzejącym się rodzicem, dziadkiem, innym krewnym korzystamy z profesjonalnego wsparcia. Na pewno znajdują się na szczycie listy pytań o warunki we wszelkich placówkach opieki długoterminowej.

W tych samych pytaniach, a zwłaszcza w odpowiedziach na nie, widzę też potencjał ochronny przed syndromem opiekuna-bohatera, który z różnych perspektyw oświetlamy w naszym cyklu artykułów. Oświetlamy z ideą choćby częściowego rozbrojenia, rozluźnienia, żeby nie był tak wyczerpujący. Jeżeli życie ułożyło się nam tak, że sprawujemy regularną, może nawet codzienną opiekę nad starzejącym się, być może schorowanym i coraz mniej samodzielnym najbliższym nam człowiekiem, codzienna praktyka godności będzie źródłem naszej siły.

Zapytaj, co ciebie ożywia i tak działaj

Bo znaleźć równowagę w trosce o tych, którzy kiedyś – jako nasi dziadkowie, rodzice – zajmowali się nami, to cel dla wielu tak abstrakcyjny, że nawet nie podejmują się namysłu nad nim. Z rezygnacją przyjmują, że musi być jednostajnie ciężko. Choć bez żadnej instrukcji, to jednak automatycznie wchodzą w rolę opiekuna-zadaniowca, człowieka od wszystkiego i na każde zawołanie. Dotyczy to bardzo często tych osób, które w ocenie świata i siebie polegają na zewnętrznej opinii, od niej uzależniają poczucie własnej wartości i są wobec siebie bardzo wymagające. I trochę na zasadzie symetrii spodziewają się być może, że tak jak rola rodzica czy dziadka jest jakoś założona, naturalna, dzieje się sama przez się, rola opiekuna dla blisko spokrewnionego seniora wypełni się podobnie. W konsekwencji, przy pierwszych trudnościach, niewiedzy czy zmęczeniu opiekun-bohater będzie obwiniać siebie, jeszcze więcej od siebie wymagać, kierować złość i frustrację na siebie, na sytuację i być może na samego seniora. Żeby przetrwać i podołać wymaganiom, w końcu zacznie emocjonalnie się wycofywać, być może ograniczać kontakty i aktywności, rezygnować.

Co robić? Czego potrzebuje nasz bliski, by czuć się uszanowanym, w pełni swojego człowieczeństwa i istotności? „Nie pytaj, czego świat potrzebuje. Zapytaj, co ciebie ożywia i tak działaj, Bo to, czego potrzeba światu, to właśnie ludzie, którzy stali się żywi” – wolne tłumaczenie słów Howarda Thurmana, filozofa, kaznodziei, afroamerykańskiego działacza na rzecz równości i praw obywatelskich jest tu cenną inspiracją. Relacja, w której obie strony są w pełni swojej autonomii, podmiotowości i godności ma ten walor ożywienia. Wprost dodaje życia i seniorowi, i jego opiekunowi.

Podmiotowość bez infantylizowania

Spodziewamy się, że nikt nie odważy się mówić do naszych bliskich pobłażliwego „babciu, dziadku”. Skóra cierpnie, gdy usłyszymy, jak ktoś obcy mówi do naszej matki czy ojca po imieniu, do tego infantylizująco zdrobniale. Sami seniorzy też są na to wyczuleni. Roman towarzyszy matce, prawie osiemdziesięciolatce, podczas wszelkich wizyt medycznych. Nie zliczy, ile razy był przekonany, że trzeba zmienić lekarza rodzinnego.

– Co do jego kompetencji mam mnóstwo zastrzeżeń – mówi Roman. – Za to mama, po każdej wizycie pamięta ostatecznie, że lekarz ileś razy zwrócił się do niej osobiście, per „Szanowna Pani Nowak”. Potem relacjonuje rodzinie i znajomym przebieg tych wizyt, skupiając się głównie na tym. I trzeba przyznać, nastrój mamy znacząco się poprawia.

Wyrazem poszanowania podmiotowości seniora przez jego spokrewnionego opiekuna będzie na przykład zarezerwowanie czasu na coś, co służy wyłącznie kontaktowi, relacji, spotkaniu. To jest pytanie o samopoczucie, ale z daniem czasu na to, by wybrzmiała odpowiedź. To jest wysłuchanie, być może setny raz, wspomnienia z młodości, jednak ze świeżym zainteresowaniem, może z pytaniem o jakiś szczegół. To jest nie tylko podanie posiłku, ale też współuczestniczenie w nim. Widok drugiej osoby, która je ze smakiem, zwykle pobudza apetyt, prawda?

– Chociaż już dawno zobowiązałam się do opieki nad ciocią, to gdy do tego w końcu doszło, czułam się bezradna – wspomina Krystyna. – Najgorzej było z jedzeniem. Ciocia ledwo coś skubnęła. Oczy mi się otworzyły, gdy pewnego razu po wizycie u lekarza w szpitalu poszłyśmy do baru pełnego lekarzy i studentów. Ciocia zjadła dwa obiady, komentując przy tym, że wśród młodszych i zdrowszych czuje się bardziej sobą.

Być może to, co nas ożywi – wesprze, doenergetyzuje – w codziennej opiece nad bliskim, to przypomnienie sobie, co ważnego dla nas zrobili, jacy byli sprawczy, opiekuńczy, jacy duzi, mądrzy i silni, gdy my byliśmy mali? Warto spróbować.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj