Zaczęło się od kolorowania mandali, dopiero po jakimś czasie udało się namówić mamę do malowania farbami. Myślę, że ma duszę artysty – mówi Natalia Mruczyk, która opiekuje się swoją 84-letnią mamą z chorobą Alzheimera. Rysunki i obrazy malowane intuicyjnie okazały się doskonałą formą terapii. Projekt właśnie przeradza się w fundację, której celem jest pomoc osobom z chorobami otępiennymi oraz ich rodzinom.
„Malunki Halunki“ tak nazywa się projekt, który zapoczątkowały terapeutyczne rysunki chorującej na demencję mamy. O nietypowym sposobie na chorobę rozmawiamy z Natalią Mruczyk.
Barbara Gondek: Jak to się zaczęło?
Natalia Mruczyk: Na początku było kolorowanie mandali. Myślę, że mama ma duszę artysty. W młodości miała kolorowy ogród, nosiła kolorowe sukienki, robiła cuda na drutach i na szydełku. Gdy już, z uwagi na wiek i początki choroby potrzebowała opieki, szukałam sposobu by ją czymś zająć. Malowanie i szycie to jest nasz sposób na demencje, smutek i depresję.
Skąd smutek i depresja?
– Życie nas nie rozpieszczało. W krótkim czasie, odeszli mój tato i brat. Do tego diagnoza: choroba Alzheimera mamy. Szukałam ukojenia także dla siebie. Malowanie obudziło w mamie poczucie sprawczości, dobieranie kolorów podniosło nastrój. A najważniejsze, że pomogło choć na chwilę zapomnieć o stracie i bólu. Mama znów zaczęła sie uśmiechać. Mam wrażenie, że przy okazji dała też kopniaka Alzheimerowi, zatrzymałyśmy na jakiś czas tę postępującą szybko chorobę.
Maluje sama? Samodzielnie dobiera farby i pędzle?
– W zdecydowanej większości to samodzielne prace mojej mamy. Maluje palcami, gąbką i pędzlami. Czasem tylko z moją pomocą. Dużo rozmawiamy o przyrodzie, kolorach, przeglądamy zdjęcia, a mama maluje. Proszę sobie wyobrazić, że nawet dopytuje, kiedy będzie miała wystawę. Pewnego razu obrazy pokazałam swoim gościom. Zaprzyjaźnionym ekspertkom, pracującym z osobami z demencją, od których sama dostaję dużo wsparcia. Bo one wiedzą, jak wygląda codzienność takich opiekunów jak ja. I to był taki pierwszy wernisaż. Zresztą przyjęty z zachwytem, bo obrazy są naprawdę ładne.

Co przedstawiają?
– To głównie abstrakcja. Bardzo kolorowa abstrakcja. Zachęcona pierwszym razem zorganizowałam już siedem wystaw. W Szamotułach, Opalenicy, Kiekrzu, Poznaniu i w Otorowie. Mama podczas tych spotkań chętnie rozmawia, uśmiecha się, jest szczęśliwa i dosłownie rośnie w oczach, słuchając gratulacji.
Pani też tworzy – nie obrazy, ale zabawki dla zwierząt.
– To trochę jak w samolocie: najpierw trzeba pomóc sobie, aby potem móc pomóc innym. Cały ten projekt pokazuje to, co mnie interesuje i co lubię robić. Szyjąc zabawki i poduszki sensoryczne sama jestem spokojniejsza. Zawsze lubiłam szyć. Moje ręce po prostu cały czas muszą być czymś zajęte, a mój spokój przekłada się na spokój mamy. Szyjąc zabawki dla psów, kotów czy królików mogę też zrobić coś dobrego dla projektu Malunki Halunki. Na przykład podziękować za otrzymaną darowiznę.
Projekt się rozwija. Malunki Halunki są także obecne w mediach społecznościowych.
– Organizujemy spotkania z psychogerontolożką, terapeutką zajęciową, autorkami blogów dotyczących chorób otępiennych. To bezpłatne prelekcje i konsultacje, którym zawsze towarzyszy wernisaż prac mojej 84-letniej mamy Haliny. Przy okazji, zapraszam do Otorowa oraz oczywiście do śledzenia naszych postów w mediach społecznościowych. Pracuję też nad powołaniem fundacji Malunki Halunki. Celem są właśnie bezpłatne konsultacje, koncerty i wernisaże malarstwa intuicyjnego oraz spotkania dla osób z demencją i ich rodzin, podczas których opiekunowie mogliby znaleźć chwilę wytchnienia. Będziemy też nagrywać podcasty i audycje radiowe. Mam również pomysł na zajęcia integracyjne osób starszych z dziećmi z domów dziecka. Takie relacje babcia – wnuczka czy dziadek – wnuczek są nieocenione. Trzeba zacząć głośno mówić o chorobach otępiennych oraz o trudnej pracy ich opiekunów, którzy sami potrzebują wsparcia i wytchnienia. Bo potrzeb jest coraz więcej.


