Kąpiel w lesie o północy, wydobywanie agatów w kamieniołomie, sauna japońska w ogrodzie, domek na odludziu, a może tropienie wilków? Coraz częściej podróżujemy nie dla miejsc, ale dla nowych przeżyć i emocji. To, czego doświadczamy podczas wyjazdów ma coraz większe znaczenie. Chętniej też wspieramy lokalne społeczności – to najnowsze trendy w turystyce.
Wygląda na to, że luksusowa infrastruktura ośrodków wypoczynkowych to nie jest to, co przyciąga dziś turystów. Baseny, strefy SPA, pokoje zabaw dla dzieci, centra konferencyjne nie są już wyznacznikiem udanych wakacji. Wybierając miejsce noclegu, kierujemy się coraz częściej tym, co wydarzy się podczas pobytu. Specjaliści rynku turystycznego przyznają, że doświadczenia stają się centralnym elementem planowania podróży. To właśnie one są najczęściej punktem wyjścia przy wyborze kierunku wyjazdu. To trend globalny – uważają eksperci.
Aleksandra Klonowska-Szałek, współtwórczyni platformy Slowhop, zauważa go u swoich klientów: – Wśród gospodarzy współpracujących z platformą Slowhop są osoby z uprawnieniami instruktora shinrin yoku, które zabierają gości na nocne kąpiele w lesie. Są też przewodnicy, którzy o północy prowadzą ich z lampą naftową na zamek albo zapraszają na warsztaty wydobywania agatów w prawdziwym kamieniołomie. To są doświadczenia, których nie da się zreplikować, ale goście szukają też mniej wyszukanych wrażeń z wakacji. Swego czasu hitem był warsztat robienia kiszonek albo pieczenia chleba na zakwasie. Tego dziś szukają podróżujący.
Lokalnie i kameralnie
Planując podróże coraz częściej zwracamy też uwagę na to, czy wydawane podczas wakacji pieniądze trafiają do lokalnej społeczności. Ten trend potwierdza raport Booking.com, oparty na badaniach 32 tys. podróżujących z 34 krajów. 73 proc. respondentów przyznało, że to ważne, by wydawane przez nich pieniądze trafiały nie do globalnych sieci turystycznych, ale do lokalnych społeczności.
– Za wyborem małych, lokalnych miejsc noclegowych stoi coraz bardziej świadoma decyzja ekonomiczna – przyznaje Aleksandra Klonowska-Szałek. – Szacunki organizacji międzynarodowych, wskazują, że w przypadku małych, lokalnych obiektów noclegowych nawet 80-90 proc. wydatków turystów zostaje w lokalnej społeczności, czyli trafia np. do pobliskich rolników, lokalnych przewodników, wytwórców regionalnych produktów, podczas gdy w modelach all-inclusive do lokalnej gospodarki trafia jedynie 10-20 proc. budżetu wakacyjnego turystów.
Prywatność ważniejsza niż integracja
Pandemia trwale zmieniła to, z kim i jak podróżujemy. Z analizy platformy Slowhop wynika, że wspólne stoły i długie śniadania – jeszcze niedawno znak rozpoznawczy agroturystyk – stopniowo znikają z oferty. Goście coraz częściej wybierają prywatność: domki w lesie, miejsca bez sąsiadów, pobyty, które można zrealizować bez bezpośredniego kontaktu z gospodarzem. Wieloosobowe stoły ustępują miejsca stolikom dla dwojga. Coraz częstsze są też podróże solo, bez towarzystwa.
Turystyka to dziś nie tylko przemieszczanie się między miejscami, ale coraz częściej podróż w konkretnym celu: aby doświadczyć, poznać i poczuć. I zrealizować to na własnych warunkach.


