– Najlepszą babkę piekę dla swojego wnuka, ale najciekawsze spotkania to mamy z naszymi dziewczynami z KGW – Grażynka z Koła Gospodyń Wiejskich w Żółkowie, koło Jarocina przyznaje, że bez dziewczyn już nie wyobraża sobie życia. Co przyciąga seniorki do kół gospodyń i co sprawia, że tak świetnie się tam czują?
– Zobacz, nasze przepisy – Grażynka wertuje kolorową broszurę, wydaną przez KGW, w którym aktywnie działa. Rozmawiamy przy zastawionym smakołykami kuchennym stole. – Gulaszowej już próbowałaś, ale gołąbki z kaszy gryczanej jeszcze musisz zjeść. I podsmażaną kiełbasę z cebulą.
Ten ostatni przysmak był hitem na Wieży Rocka, gdzie gospodynie wystawiały swoje specjały.
– Fajnie nas to integruje – przyznaje Grażynka.
Wycieczki, spotkania. warsztaty
KGW z Żółkowa odwiedziło m.in.: Termy w Uniejewie, Wrocław, Ząbkowice Śląskie i Toruń.
– Odpoczęłam, wiele zwiedziłam, było warto – wtrąca Małgosia, która właśnie wchodzi do kuchni. Wyciąga telefon i pokazuje zdjęcia z festynów, konkursów i świątecznych spotkań. – Na Wielkanoc jedna z naszych pań przebrała się za króliczka i odwiedzała dzieci z drobnymi upominkami, a podczas WOŚP sprzedawałyśmy nasze produkty w żerkowskiej podstawówce.
Dla seniorek to ciekawa alternatywa spędzania czasu. Nie każda może uczestniczyć w pełni, głównie przez wzgląd na zdrowie, ale już sama przynależność do KGW daje poczucie wspólnoty i motywuje do kontaktów z ludźmi. W małych wsiach to ważne – organizacja przeciwdziała wykluczeniu społecznemu.
Konferencje, szkolenia i rozwój osobisty
KGW to nie tylko tradycja i kuchnia. Kobiety uczestniczą w konferencjach oraz szkoleniach, zdobywając wiedzę o trendach kulinarnych, edukują się w prawie i możliwościach społecznych.
– W Hermanowie uczyli nas o wolontariacie. Były przemowy, prezentacje i poczęstunek. Tego się z internetu nie dowiem, a przy okazji spotkałam koleżanki – opowiada Grażynka. Jej wypowiedź przerywa Edyta, kolejna gospodyni, która przynosi słoiczki z zamarynowanymi grzybami. W kuchni pachnie kawą.
Potrzeba kontaktu
Życie seniorek na wsi i w mieście różni się, ale jedno pozostaje wspólne – potrzeba kontaktu z drugim człowiekiem. Nie każdy chce się integrować, jednak samotność, zwłaszcza wśród osób starszych, potrafi być uciążliwa. Wśród życzliwych twarzy i wspólnej pasji, można o niej choć na chwilę zapomnieć.
W drodze powrotnej zerkam na książeczkę z przepisami, którą dostałam w prezencie. Myślę, że KGW powinno działać jak najdłużej. Grzybki ze sklepu nie smakują tak dobrze, a zapachu tradycji i pasji nie sposób podrobić. Małych wiosek w okolicy pełno, a w każdej z nich kobiety, które tworzą trzon tej organizacji. Z chęcią poznam nowe pomysły i smaki. Póki co muszą wystarczyć te z opowieści. I mały słoiczek dżemu, który wiozę w bagażniku.
Co to jest KGW?
Koła Gospodyń Wiejskich istnieją od dekad, ale ich działalność została uregulowana prawnie dopiero w 2018 roku. To organizacje skupiające kobiety z mniejszych miejscowości, które – dzięki różnym formom wsparcia – aktywnie działają lokalnie. Seniorki (choć nie tylko one) pokazują tu, na co je stać: tworzą autorskie przepisy, kultywują obrzędy i pieśni ludowe, zajmują się rękodziełem, organizują akcje charytatywne i po prostu miło spędzają czas.


