Każde życie się kończy – Ewa Woydyłło o odchodzeniu, akceptacji i pokorze

0
945

Jedynym sposobem, w jaki my ludzie uczymy się radzić sobie ze stratą w życiu jest ciąg zdarzeń, które przeżywamy od urodzenia. One są po to, żeby nauczyć nas akceptacji. Akceptacja oznacza, że godzę się z tym, czego nie chcę, co mi się nie podoba, ale muszę się godzić, bo to po prostu jest. Zaprzeczanie nic tu nie da.

Każde życie się kończy. Czy ktoś ma złudzenie, że może ten proces zatrzymać? – o poczuciu winy, akceptacji, wdzięczności i pokorze wobec losu mówi nam psycholożka Ewa Woydyłło, jedna z najbardziej cenionych terapeutek i autorka książek.

O wyrzutach sumienia

Jeśli zajmujesz się bliską osobą, wymagającą stałej opieki dobrze znasz to uczucie, kiedy efekty twoich starań są niezadowalające. Jej stan wciąż się pogarsza, mimo sięgającego ekstremum wysiłku fizycznego, emocjonalnego, organizacyjnego, finansowego, jaki włożyłaś w opiekę. Efekty starań są niewspółmierne, stąd wyrzuty sumienia.

Posłużę się słowami poety: mierz siły na zamiary. Czy jest bowiem jakaś ludzka siła, która może cofnąć zmiany, które powodują coraz większą niesprawność? Oczywiście odpowiedź brzmi: nie. Nauka mówi: nie. Albo nawet, jeśli nauka mówi tak, w pewnych warunkach można zatrzymać procesy degeneracyjne,  najczęściej nie zależy to od liczby rąk obsługujących tę osobę.

Oczywiście, zajmując się bliską osobą, np. matką, nie sposób wypreparować emocje, to normalne, że będziesz nad nią płakać. Ale powiedzmy otwarcie: cokolwiek robisz, to jest to najwięcej, co możesz jej dać. Ta osoba będzie nadal obniżać swoją funkcję, jej stan będzie się pogarszać, bo to jest naturalny proces. Więcej nie możesz od siebie dać.

O odchodzeniu

W zasadzie trzeba możliwie najspokojniej pozwolić bliskiemu odejść, a nie powstrzymywać odejście. Nie walczyć o każdą sekundę, dwie, minutę, dzień uporczywą terapią, ponieważ nie o długość, a o jakość życia chodzi. Wydłużanie życia za pomocą aparatów czy kroplówek o minuty, godziny jest torturą.

To kwestia filozofii. Sama mam czasem wielki kłopot, ponieważ wyznaję filozofię życia, a nie filozofię życia po śmierci. To drugie mnie w ogóle nie interesuje. Dziwię się, jak bardzo w tym ostatecznym momencie ludzie walczą o każdą minutę życia – i to ci, którzy wierzą w niebo, dla których powinno to być oczekiwane przejście na łono Abrahama, tymczasem oni walczą o każdy oddech odchodzącej osoby. W głębi duszy myślę, że nikt chyba w to niebo nie wierzy naprawdę.

Dobrze, że o tym rozmawiamy, bo trzeba się zastanowić – czy ja bym chciała, żeby moja matka żyła jeszcze pół roku albo kolejny miesiąc w stanie wegetatywnym, żeby nie wiedziała gdzie jest, odżywiana była sztucznie i podtrzymywana przy życiu, w zasadzie po co? Żeby co przeżyła? Ona już nie przeżywa. Dla mnie takie postępowanie to okrucieństwo.

Możemy sobie wyobrazić, jak czuje się człowiek sprawny, aktywny, gdy znajdzie się w roli osoby tracącej władze umysłowe nad sobą. To strasznie upokarzające – ktoś cię dotyka, myje, ubiera, karmi, wciska witaminy, bez znaczenia jest to, czy tego chcesz, czy nie. Pomyśl: czy byś chciała być na miejscu tej osoby? Nie, wszystko tylko nie to.

O poczuciu winy, pokorze i akceptacji

Często przychodzą do mnie osoby przeżywające stratę. Czy to jest śmierć bliskiego w takiej kondycji, o której mówimy, czy w wypadku, czy też śmierć dziecka to nie ma znaczenia – strata, to jest strata. Miewają poczucie winy, że czegoś nie zrobili, że nie było ich w pokoju w chwili śmierci, a gdyby byli to by coś zrobili.

Jedynym sposobem, w jaki my ludzie uczymy się radzić sobie ze stratą w życiu, nawet z takimi ekstremalnymi stratami, jest ciąg zdarzeń, które przeżywamy od urodzenia. One są po to, żeby nauczyć nas akceptacji. Akceptacja oznacza, że godzę się z tym, czego nie chcę, co mi się nie podoba, ale muszę się godzić, bo to po prostu jest.

Jak planuję, że pójdę na plażę, a pada deszcz, to moje oczekiwanie, że będzie przyjemnie zostało pogwałcone. Ale na deszcz nic nie poradzę. Trzeba to zaakceptować. Tymczasem ludzie z powodu rozczarowania czują się nieszczęśliwi. Czy to jest mądre? Nie, to najgorsze co może być, bo nie dość, że masz nieszczęście, bo ci się nie ułożyło tak, jak chciałaś to teraz nic innego nie robisz, tylko się tym zajmujesz. Ze śmiercią jest tak samo – nie akceptujesz czegoś, co jest.

Lubimy decydować, czuć, że mamy kontrolę, ale przecież nie mamy kontroli nad bliską osobą – to jest jej biologia, jej umysł, jej ciało.

Odwołam się do sceny z filmu etnograficznego o plemieniu wędrownym, żyjącym w górach Azji, która zapadła mi w pamięć. Całe plemię musiało przenieść się w inne miejsce, ze względu na grożące im niebezpieczeństwo. Grupa szykowała się do drogi, kobiety gotowały jadło, mężczyźni pakowali dobytek, dzieci pomagały. Przewodził im silny młody nomada, grupa szła, w pewnym momencie zaczęła się wydłużać, a jeden starzec odłączył się, pozostał w tyle. Przewodnik zauważył to, wysłał do niego podrostka, zwinnego chłopaka, który puścił się biegiem do starca, podał mu rękę, ten ją przyjął i usiadł z pomocą chłopca na kamieniu. Wszystko odbywało się bez słów. Widzimy jak starzec głaszcze chłopaka, jakby go błogosławił, żegna się z nim i pogania, żeby wracał do grupy. Starzec zostaje. Młody posłaniec dobiega do przewodnika, ten chwali go, że dobrze się sprawił. Widać dumę chłopaka, zuch, dobrze wykonał zadanie. Przewodnik ogląda się za siebie, ale nie zatrzymuje grupy, idą dalej. Wie, że jeśli zostaną, całe plemię może nie przeżyć. Uciekali przecież przed niebezpieczeństwem.

To jest metafora, symbol albo może reguła, która mówi o tym, jak ludzkość przetrwała. Prawdę mówiąc na życie trzeba tak właśnie patrzeć – życie się kończy. Czy ktoś ma złudzenie, że może to zatrzymać?

Czytam filozofów, którzy mówią jak należy życie rozumieć, mówią: trzeba mieć pokorę wobec losu, a losem człowieka jest urodzenie, życie i śmierć. I to jest piękne.

Całej rozmowy z Ewą Woydyłło można wysłuchać tutaj: https://podcasters.spotify.com/pod/show/co-z-mama/episodes/Kade-ycie-si-koczy—rozmowa-z-Ew-Woydyo-o-akceptacji-i-wdzicznoci-e2qafvh

Artykuł powstał we współpracy z fundacją „Co z mamą?”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj